10 błędów, przez które początkujący biegacze nie robią postępów. I większość z nich popełnia nieświadomie
Kiedy człowiek zaczyna biegać, zazwyczaj ma jeden cel – poprawić się. Na początku wszystko jest proste. Chcesz przebiec kilometr bez zatrzymywania, potem trzy, później pięć. Następnie pojawia się myśl o 10 km, może jakiś bieg uliczny, a u bardziej ambitnych zaczyna się kombinowanie z półmaratonem. I tutaj zazwyczaj zaczynają się schody, bo człowiek bardzo szybko dochodzi do wniosku, że skoro chce robić postępy, to trzeba biegać więcej, szybciej i najlepiej jeszcze częściej.
Sam kiedyś miałem podobne podejście. Zresztą patrząc na to, ile razy później musiałem uczyć się biegania na własnych błędach, chyba nie jestem najlepszą osobą do dawania komuś rad… ale może właśnie dlatego warto tego posłuchać. Człowiek, który przebiegł trochę kilometrów, zaliczył kilka kryzysów, nocne bieganie, odciski, błoto, upał, deszcz i momenty, kiedy głowa mówiła „biegnij”, a nogi miały już zupełnie inne zdanie, zaczyna patrzeć na bieganie trochę inaczej.
Bo bieganie jest dziwnym sportem. Z jednej strony wydaje się banalnie proste – zakładasz buty i biegniesz. Z drugiej strony można bardzo łatwo zrobić wszystko tak, żeby zamiast poprawiać formę, poprawiać jedynie… zmęczenie. Dlatego zebrałem 10 rzeczy, które moim zdaniem najczęściej przeszkadzają początkującym biegaczom w robieniu postępów. Nie dlatego, że sam nigdy ich nie popełniłem. Wręcz przeciwnie.
1. Każdy trening musi być szybki
To chyba jeden z pierwszych błędów, które popełnia człowiek zaczynający biegać. Wychodzi z domu i od razu chce zobaczyć dobre tempo na zegarku. No bo skoro już biegniemy, to trzeba biec szybko. Pierwszy kilometr jest jeszcze całkiem przyjemny, drugi też jakoś idzie, ale później zaczyna brakować oddechu, nogi robią się ciężkie i człowiek zaczyna walczyć sam ze sobą. Na koniec patrzy na Garmina i jest zadowolony, bo tempo wyszło dobre. Tylko pytanie, co będzie jutro?
Nie każdy trening powinien być sprawdzianem. Czasami naprawdę warto pobiec wolniej, nawet jeżeli na początku wydaje się nam, że takiego biegu nie ma sensu robić. Sam na długich dystansach nauczyłem się, że zbyt szybki początek prędzej czy później wystawi rachunek. I wtedy te kilka pierwszych kilometrów, z których byliśmy tacy dumni, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
2. Za szybko zwiększasz kilometraż
Drugi błąd to dokładanie kilometrów, bo przecież skoro udało się przebiec 5 km, to 7 też się uda. Potem 10, a skoro 10 poszło dobrze, to może za tydzień 15. I tutaj trzeba trochę uważać. Organizm potrzebuje czasu, żeby przyzwyczaić się do obciążeń. Serce może mówić „dam radę”, ale ścięgna, stawy czy mięśnie mogą mieć w tej sprawie zupełnie inne zdanie,stawy skokowe szybko pokażą, że cos nie tak.
Najgorsze jest to, że często pierwsze ostrzeżenia ignorujemy. Coś lekko boli, ale przecież pobiegniemy jeszcze jeden trening i zobaczymy. No właśnie… czasami po tym „zobaczymy” przychodzi kilka tygodni przerwy. Forma buduje się miesiącami, a nie jednym mocnym weekendem. Lepiej dołożyć kilometr za miesiąc niż przez przesadną ambicję stracić miesiąc biegania.-zazwyczaj wiecej
3. Porównujesz się z innymi
Tutaj mamy bardzo ciekawą sytuację, bo kiedyś człowiek po prostu wychodził biegać. Dzisiaj kończymy trening, wrzucamy go do Garmina, Stravy czy innej aplikacji i za chwilę możemy zobaczyć, co robili inni. Kolega czy koleżanka wykręciła 10 km w 45 minut, ktoś przebiegł półmaraton, ktoś inny codziennie biega po 15 kilometrów. I nagle nasze 5 kilometrów zaczyna wyglądać trochę słabo. Nawet dzis usłyszałem, że 12 km spacerem to mało- każdy ma normę dla siebie
Nie wiemy, ile ktoś biega od lat, ile tysięcy kilometrów ma w nogach, ile razy miał kontuzję i ile treningów odpuścił. Dlatego nie ma większego sensu porównywanie swojego pierwszego sezonu czy jak u mnie 13, miejmy nadzieje, że nie pechowego Jeżeli jeszcze niedawno po dwóch kilometrach musiałeś przejść do marszu, a dzisiaj przebiegasz pięć bez zatrzymania, to jest Twój postęp i naprawdę nie warto sie porównywać.
4. Nie dajesz sobie odpocząć -cały Ja 🙂
To kolejna pułapka, szczególnie kiedy bieganie zaczyna człowieka wciągać. Wczoraj był trening, dzisiaj też można, jutro mam czas, więc też pobiegnę. Niby nic wielkiego, ale po kilku tygodniach zaczynasz czuć, że nogi są cały czas ciężkie, coraz trudniej się zmobilizować, a wyniki zamiast iść do przodu zaczynają się cofać.
Regeneracja jest częścią treningu, choć na Stravie raczej nie wygląda tak efektownie jak 15-kilometrowe wybieganie. Organizm musi dostać czas na odbudowę. Sen, odpoczynek, jedzenie – to wszystko ma znaczenie. Sam wiem, że czasami najtrudniejsze jest właśnie nic nie robić i w wolne dni magicznie trafiasz na siłownie. Szczególnie kiedy człowiek ma w głowie plan i wydaje mu się, że każdy dzień bez biegania to dzień stracony. A czasami właśnie ten dzień bez biegania powoduje, że kolejny trening jest dużo lepszy.
5. Nie każdy ból oznacza, że jesteś twardy
Tutaj też łatwo przesadzić. Zmęczenie podczas biegu jest normalne, zadyszka również, ciężkie nogi po mocnym treningu też nie powinny nikogo specjalnie dziwić. Problem zaczyna się wtedy, kiedy coś boli, a my za każdym razem tłumaczymy sobie, że „prawdziwy biegacz nie odpuszcza”,
Na ultramaratonach człowiek naprawdę poznaje granicę pomiędzy zwykłym zmęczeniem a sytuacją, w której organizm mówi już bardzo wyraźnie, że coś jest nie tak. I tego też trzeba się nauczyć. Można być zawziętym, można mieć mocną głowę, ale czasami rozsądniejszą decyzją jest zatrzymać się niż później przez kilka tygodni patrzeć na buty stojące w kącie.
Twarda głowa nie zawsze oznacza bieganie dalej. Czasami oznacza umiejętność powiedzenia sobie „dzisiaj odpuszczam”.
6. Każdy trening wygląda tak samo – ciągłe klepanie kilometrów.
Na początku nie ma potrzeby wymyślania nie wiadomo czego. Spokojny bieg jest bardzo dobrym treningiem. Z czasem jednak warto trochę urozmaicić swoje bieganie. Podbiegi, szybsze odcinki, dłuższe wybieganie, ćwiczenia siłowe – organizm powinien dostawać różne bodźce.
Nie oznacza to oczywiście, że trzeba zrobić wszystko podczas jednego treningu, bo wtedy zamiast treningu wyjdzie nam kolejna rzeźnia. Czyli to co lubię 🙂 Chodzi raczej o rozsądne urozmaicenie. Jeżeli przez kilka miesięcy biegasz zawsze tę samą trasę, w tym samym tempie i na tym samym dystansie, nie powinno być wielkim zaskoczeniem, że organizm przestaje dostawać sygnał, że musi się rozwijać.
7. Myślisz, że biegacz nie potrzebuje siły biegowej
Wydawać by się mogło, że skoro biegamy, to trzeba po prostu biegać. Sam kiedyś pewnie też miałbym takie podejście. Tylko że podczas biegu pracuje nie tylko to, co widać w lustrze. Łydki, uda, pośladki, brzuch, plecy i cała reszta mięśni odpowiedzialnych za stabilizację również mają swoje zadanie do wykonania, od pewnego czasu odkryłem, ile ich naprawde jest a i tak sądze,że wiem tylko o ich czesci.
Nie trzeba od razu kupować karnetu na siłownię i zamieszkać tam na stałe. Z drugiej strony była by to oszcędność czasu 😉 Kilka prostych ćwiczeń wykonywanych regularnie może być naprawdę dobrym uzupełnieniem biegania. Szczególnie kiedy kilometraż zaczyna rosnąć. Lepiej trochę popracować nad siłą wcześniej niż później zastanawiać się, dlaczego przy coraz większej liczbie kilometrów zaczyna coś boleć a biegniesz coraz wolniej.
8. Nie wiesz, po co właściwie trenujesz czyli bieganie bez celu
„Dzisiaj pobiegnę, a jutro zobaczę” – można i tak. Sam niejednokrotnie zaczynałem jakieś dziwne pomysły bez wielkiego planowania, a później wychodziło z tego całkiem sporo kilometrów, z dnia wolnego robiło sie ponad 80 km w Wilkowie. Tylko jeżeli ktoś chce konkretnie poprawić wynik, dobrze jest wiedzieć, do czego właściwie dąży.
Chcesz przebiec pierwsze 5 km? Przygotować się do 10 km? Złamać godzinę? Pobiec półmaraton? A może po prostu poprawić kondycję i lepiej się czuć? Każdy z tych celów będzie wymagał trochę innego podejścia. Nie trzeba od razu rozpiski na pół roku i tabelki, której nie rozumie nawet człowiek, który ją stworzył. Wystarczy mieć jakiś kierunek.
Bo łatwiej trenować, kiedy wiadomo, dokąd się biegnie.Oczywiscie można biegac bez celu i to jest fajne tylko żeby uzyskac dobre wyniki trzeba go mieć.
9. Za bardzo patrzysz na zegarek
Sam lubię Garmina . Nie będę tutaj udawał, że nie gdyż jestem gadzeciażem Gdyby było inaczej, pewnie nie denerwowałbym się na niego wtedy, kiedy zawiesza się kilka minut przed startem. Zegarek jest świetnym narzędziem, ale może też szybko stać się naszym małym biegowym szefem gdy sie ciągle tylko w niego patrzy.
Tempo za wolne. Tętno za wysokie. Kilometr wyszedł 12 sekund wolniej. Trening nie taki, jak zaplanowaliśmy.
I nagle zamiast cieszyć się bieganiem, zaczynamy wykonywać polecenia wyświetlane na ekranie.
A czasami warto pobiec bez patrzenia co chwilę na zegarek,wyłączyć powiadomienia i alerty. Posłuchać oddechu, zobaczyć co jest dookoła i po prostu pobiegać. Wynik będzie można sprawdzić później. Świat się nie zawali, jeżeli jeden kilometr wyjdzie o kilkanaście sekund wolniej.
10. Chcesz efektów za szybko
I chyba tutaj dochodzimy do największego problemu. Człowiek zaczyna biegać i chciałby, żeby po miesiącu wszystko było już łatwe. Żeby tempo było lepsze, dystans większy, a zadyszka zniknęła. Tylko organizm niestety nie dostał instrukcji, że mamy ważne zawody za cztery tygodnie i trzeba się sprężyć.
Forma potrzebuje czasu.
Są tygodnie, kiedy człowiek widzi ogromny progres. Są też takie, kiedy po treningu zastanawia się, czy przypadkiem nie zapomniał, jak się biega. I to też jest normalne. Czasami też bierze czlowieka cholera jak widzi buty biegowe. Nie każdy tydzień będzie rekordowy.
Sam po wielu latach biegania nadal mam treningi, po których myślę sobie, że chyba lepiej było zostać w domu. A później przychodzi kolejny dzień i nagle okazuje się, że jednak coś z tego zostało.
I chyba właśnie o to chodzi
Jeżeli miałbym początkującemu biegaczowi powiedzieć jedną rzecz, to nie byłoby to „biegaj szybciej” ani „biegaj więcej”.
Powiedziałbym: daj sobie czas.
Nie musisz w trzy miesiące zostać maratończykiem.(da sie sprawdziłem na własnej skórze i nie polecam tego ponownie próować, do dzis mam pozostałosci po kontuzji z moich dziwnych pomysłów ) Nie musisz za wszelką cenę poprawiać każdego wyniku. Nie musisz biegać codziennie. I przede wszystkim nie musisz udowadniać nikomu, że jesteś prawdziwym biegaczem ponieważ biegacz to nie ten co szybko biegaa lecz ten co nie ustaje w walce.
Załóż buty i biegnij.
Czasami szybko, czasami wolno. Czasami pięć kilometrów lub wiecej, a jak masz 12 lat to 400m albo 800m jeśli lubisz. Czasami z Garminem, a czasami bez patrzenia na zegarek.
Bo największym sukcesem początkującego biegacza nie jest to, że po kilku miesiącach biega bardzo szybko.
Największym sukcesem jest to, że po kilku miesiącach nadal chce mu się biegać i go to bawi jak mnie od dawna.
A później przyjdą kolejne kilometry. Pierwsze zawody, rekord życiowy, może kiedyś maraton. A może, pewnego dnia ktoś wpadnie na pomysł, żeby przebiec 100 kilometrów i wtedy dopiero zacznie się prawdziwe kombinowanie, po co właściwie człowiekowi było to całe bieganie. Spokojnie potem przyjdzie granica 100 mil i inne szalenstwa.
Ale chyba właśnie za to je lubimy.
Bo nigdy do końca nie wiemy, dokąd nas zaprowadzi.
Każdy biegacz kiedyś zaczynał od pierwszego kilometra. I prawdopodobnie wtedy też nie wiedział, w co się pakuje.
