Witaj na moim blogu,od ponad dekady bieganie jest nieodłączną częścią mojego życia. Tysiące przebiegniętych kilometrów, maratony, ultramaratony, treningi w deszczu, upale, zimnie, kontuzje, kryzysy i momenty, w których człowiek zastanawia się, po co właściwie to sobie robi. A mimo wszystko następnego dnia znowu zakładam buty i wychodzę biegać.

Nie uważam się za nieomylnego eksperta. Jestem przede wszystkim biegaczem, który przez lata nauczył się jednego — granice bardzo często istnieją przede wszystkim w naszej głowie. Na trasie można się zmęczyć, można zwolnić, można się zatrzymać, można nawet zaliczyć konkretny kryzys. Ale można też odpocząć, wstać i ruszyć dalej.

I chyba właśnie to najbardziej opisuje mnie również poza bieganiem.

Życie kilka razy próbowało mocno mnie przeczołgać. Były momenty, które potrafiły odebrać spokój, energię i wiarę w siebie. Były sytuacje, po których można było się zatrzymać i powiedzieć: wystarczy. Ja jednak mam chyba jedną dość upartą cechę — kiedy coś mnie przewróci, prędzej czy później wstaję. Czasami potrzebuję na to więcej czasu, czasami mniej, ale zawsze próbuję ruszyć dalej.

Nie jestem człowiekiem, którego łatwo złamać. Można mnie zmęczyć. Można mnie zranić. Można sprawić, że przez chwilę zwątpię. Ale trudno sprawić, żebym na dobre zrezygnował z tego, co jest dla mnie ważne.

Bieganie nauczyło mnie, że nie zawsze wygrywa ten, kto jest najszybszy. Czasami wygrywa ten, kto potrafi najdłużej iść naprzód mimo zmęczenia, bólu, zwątpienia i przeciwności. I chyba właśnie dlatego tak dobrze odnajduję się w długich dystansach. Tam nie wystarczą same nogi. Potrzebna jest głowa. Charakter. Cierpliwość. I odrobina szaleństwa.

Na tym blogu dzielę się właśnie takim bieganiem. Bez udawania, że zawsze jest łatwo. Będą tutaj treningi, zawody, ultramaratony, błędy, kryzysy, sukcesy, sprzęt, przygotowania i wszystko to, co dzieje się pomiędzy startem a metą. Będzie też trochę życia poza bieganiem, bo trudno oddzielić jedno od drugiego, kiedy bieganie jest częścią człowieka przez kilkanaście lat.

A jeśli po drodze uda mi się pokazać komuś, że nawet po bardzo trudnym okresie można podnieść głowę, założyć buty i ruszyć dalej, to będzie to dla mnie większa wartość niż niejeden medal.

Bo można człowieka zatrzymać.

Można sprawić, że przez chwilę zwolni.

Można nawet sprawić, że zwątpi.

Ale dopóki sam nie zdecyduje się zejść z trasy, nadal biegnie.

A ja jeszcze długo nie zamierzam schodzić z trasy.

– wpadnij na mojego fejsa, klikając tutaj i  oczywiście aby być na bieżąco zalajkuj fanpage.  🙂  🙂  🙂  🙂 

„Nie liczy się to, jak szybko biegniesz. Liczy się to, że kiedy życie każe Ci się zatrzymać, znajdujesz w sobie siłę, żeby znowu ruszyć.”
— Dean Karnazes